<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Kłopoty węglowe Anglików">
<author_1="B. Ostrowska">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="10">
<date="1951-10-28">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Przypadek zrządził, że pojechałam do Szkocji, w okolice Edynburga Wsiadłam do wagonu o 10-ej wieczorem w tym przekonaniu, że o siódmej rano, jak zapowiadał rozkład jazdy będę na miejscu. Dziś jeszcze wzdrygam się na myśl o tej podróży. Pociąg spóźnił się o 3 godziny. Zziębnięta, zmęczona zajechałam. W jadalni zgromadzona była cała rodzina: małżeństwo i dwie małe córeczki. Za oknami dął zimny wicher przeciskający się do pokoju przez pojedyncze — jak w całej Szkocji — okna. Skupiliśmy się wszyscy koło kominka. — Może by dorzucić trochę węgla do kominka? — zaproponowałam nieśmiało — O, to się nie opłaca, — odrzekła nieco zmieszana gospodyni — wyjdziemy teraz na spacer. lepiej żeby ogień wygasł. Mamy bardzo skąpe przydziały węgla, często w składach wcale go nie ma musimy więc bardzo oszczędzać. Palimy tylko wtedy, kiedy siedzimy w domu. Wyszliśmy na godzinną przechadzkę. Po powrocie gospodyni zabrała się do przygotowania obiadu. Dziwiłam się. że gospodyni nie posługuje się stojącą obok kuchenką elektryczną — Od południa do 2-ej nie wolno używać prądu do gotowania — odpowiedziała. W grubych swetrach i chustkach siedzieliśmy w pobliżu kominka. Przypomniały mi się "sprawy węglowe" Anglii sprzed 6-ciu lat kiedy to przeczytałam teraz w angielskim piśmie "Daily Worker" z dn 22 września br że „Wielką Brytanię czeka w czasie zbliżającej się zimy tak ostry kryzys węglowy, jakiego dotychczas nie przeżywała" To znaczy chyba że moi znajomi w Anglii nie będą mogli opalać nawet swego jednego pokoju, nie będą mogli ugotować cieplej strawy, tym bardziej, że zapowiedziano równocześnie jeszcze surowsze ograniczenia w używaniu elektryczności.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
